|
Sabina zachorowała na raka. Leżała na oddziale onkologicznym już szósty tydzień. Codziennie widziałam przy jej łóżku dr Iwonę i ks. Ryszarda. Dr Iwona przychodziła wczesnym popołudniem, a wychodziła ostatnia – prawie wieczorem. Przynosiła jej obiad, czytała gazetę, opowiadała o tym, co słychać u znajomych. Gdy zasnęła, często się modliła, po cichutku, prawie bezgłośnie. Ale najczęściej po prostu trwała przy niej. W trójkę trzymali się za ręce, patrzyli sobie w oczy i milczeli. Milczeli tak całymi godzinami.
Był to niecodzienny obrazek: obok innych rozgadanych gości Znajdowali się w zupełnie innym świecie – świecie swoich serc. Właściwie to niewiele opowiadali jej o tym, co się wydarzyło, gdyż cały wolny czas spędzała z nimi, ale zawsze znalazła coś, czym mogła się podzielić. Pielęgniarki pytały czasem żartobliwie, czy nie mają co robić w domu, a ona niezmiennie odpowiadała, że jej miejsce jest tutaj – przy chorym, kochanym człowieku. Za każdym razem, gdy widziałam ich razem, mieli w oczach tyle czułości . I często słyszałam, jak raz jedno, raz drugie, pocieszali się nawzajem. Nie pozwalali sobie na utratę nadziei i chwile zwątpienia. Stan pani dr Sabiny wreszcie poprawił się, przyszedł upragniony moment opuszczenia szpitala. I oczywiście byli przy niej dr Iwona i ks. Ryszard.
Jak niewiele, a zarazem wiele, potrzeba, by okazać miłość i pomóc w walce z chorobą. Niewiele – bo poświęcić tylko swój czas, po prostu być, trwać, modlić się. Tak wiele – bo czas stał się naszym ciągłym problemem: stale nam go brakuje, stale za czymś gonimy. Zatrzymanie się i poświęcenie tego cennego czasu często wymaga sporo wysiłku. Ale jakże warto ofiarować tę kroplę miłości człowiekowi, który tak bardzo na nią liczy. Czas, miłość i modlitwa – to najcenniejsze dary.
Magda Z
|