|
W setkach listów, które dostaję nieodmiennie gości strach. Muszę ich przekonywać, iż choroba lub starość, tak czasem podobne do siebie, wcale nie muszą być takie, jak wyglądają dla nich samych i dla wielu innych.
Zarówno choroba jak i starość są innymi stanami naszego życia i udziałem każdego człowieka; każdy człowiek musi zarówno zetknąć się z chorobą, jak i zestarzeć. To, jak reagujemy na oba te zjawiska zależy od nas samych. Bo, jak to czyni większość, możemy ulec strachowi i panice, zląc się tego, co się z nami dzieje i poddać się. Ale możemy tez postąpić zupełnie inaczej. Przyznam się, że bardzo mi imponują i wzruszają tacy, którzy wbrew własnym ograniczeniom, wbrew temu, co o nich sądzą inni, zarówno zdrowi jak i im podobni, ani zamierzają rezygnować z życia. I oto niewidomi malują obrazy pełne niezwykłego piękna, z porażonymi kończynami zdobywają szczyty, a wielu stanowi przykład zaradności i godnej pozazdroszczenia wiedzy.
Ci wszyscy ludzie też cierpią i też mają świadomość swoich ograniczeń. Cóż zatem dzieje się takiego, że jedni się poddają, a inni nie. W dużej mierze pośród innych czynników, decyduje tu chęć życia. A ta nie zależy od zamożności, warunków życia, ani nawet sposobów jego widzenia. Bardzo często, częściej niż to sobie możemy wyobrazić, nasze życie jest po prostu takie, jakim chcemy go postrzegać. Na kopertach, które wysyłam do tych, którym odpowiadam na listy, zawsze zamieszczam słowa z Ewangelii św. Łukasza: "Beate, qui nunc fletis, quia ridebitis - Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, bowiem cieszyć się będziecie. Cokolwiek te słowa oznaczają, stanowią nadzieję dla wszystkich chorych i cierpiących, ale nigdy dla tych, którzy poddają się i rezygnują z życia. Od naszego urodzenia, życie jest nieustającą walką o przetrwanie. Gdy jesteśmy mali lub starzy, cześć naszych obowiązków przejmują inni: rodzice, opiekunowie - to zrozumiałe. Jednak w innych przypadkach, obojętnie jaki jest nasz stan fizyczny, mamy obowiązek żyć i sami o swoim życiu decydować.
Człowiek chory lub w podeszłym wieku potrafi lepiej niż ktokolwiek inny przez swoją większą wrażliwość przekazać innym uwrażliwienie na cierpienie. To, co może jedna babcia przekazać wnukom o starości, nie potrafi nikt inny na świecie. To samo potrafią ludzie chorzy, cierpiący. Ludzie tak wychowani nie potrafią być obojętni na cudze cierpienie, maja też wzorzec na wypadek, gdyby im samym przytrafiło się jakieś nieszczęście i zupełnie inaczej będą znosili niedomagania podeszłego wieku.
Czy nie warto więc, zamiast lęku, zwrócić większą uwagę na nas samych, na naszą postawę wobec choroby?
Pewna pani od paru lat żali mi się na swoją rodzinę, że odwrócili się od niej mimo, iż jest ciężko chora na nieuleczalną chorobę uniemożliwiającą jej samodzielny byt. Jak się później okazało, ona sama stała się agresywna i zbyt wymagająca. Bo strach rodzi agresję, a tej każdy jest niechętny. Inna chora na to samo i nawet ciężej, w niemal takiej samej sytuacji sprawiła, że ludzie do niej lgną, chętnie ją odwiedzają. Nawet dyrektor pobliskiej szkoły podstawowej, zmuszony był ją odwiedzić z zażaleniem, bo okazało się, iż cześć uczniów przychodziła do niej w czasie zajęć lekcyjnych. Jak się okazuje, mimo pozornej sprzeczności stwierdzenia, cierpieć można tak samo, a jednak zupełnie inaczej.
No i jeszcze jedno: nie tylko z własnego doświadczenia wiem, że ci nie poddający się i nie rezygnujący z życia lepiej i łatwiej docierają tam, gdzie pragną - do innych ludzi
|