|
Po raz kolejny w tym roku przebywałam w Centrum Onkologii Przede wszystkim odkrywałam na nowo Pana Jezusa w ludziach cierpiących. Byłam przy nich, rozmawiałam, słuchałam ich opowieści. Bo przecież tak wiele przeżyli i tak wiele mogli opowiedzieć o życiu i cierpieniu.
Często odwiedzałam inne oddziały, gdzie sale wypełnione były ludźmi bardzo cierpiącymi, przed i po operacjach. Ciężkie stany po wypadkach samochodowych, po trudnych operacjach kręgosłupa. Codziennie spotykałam wielu młodych i starszych po amputacjach rąk i nóg. Każdego rana stawali przy barierkach, by na nowo uczyć się chodzić. Pomyślałam - ile tu cichego cierpienia!
Jak żyć? - pytają ci, którzy bardzo cierpią. Na to pytanie nie ma odpowiedzi! Jest tylko solidarność. Człowiek nigdy nie cierpi sam; obok są zawsze inni cierpiący. A wśród nich Wielki Cierpiący - Jezus Chrystus - ostateczna Obecność.
Najwięcej czasu poświęcałam ludziom, którzy byli przykuci do łóżka, terminalnie chorym a właściwie uczestniczyłam w ich ostatniej drodze. Podawałam kubek wody, ocierałam łzy bólu, odmawiałam różaniec czy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Pocieszałam, by łatwiej było przeżyć noc i kolejny dzień.
Jaka wartość jest w krzyżu! Jakże warto wytrzymać jakieś cierpienie nie tylko z zaciśniętymi zębami, ale z otwartym sercem! Tak! Z otwartym sercem, w którym można pomieścić wszystkich cierpiących.
Jaka jest siła w cierpieniu, co daje cierpienie? Takie pytania stawiałam ludziom, z którymi się tutaj spotykałam. Odpowiadali szczerze, z głębokim wzruszeniem.
Pragnę podzielić się z Wami refleksjami ludzi, którzy przyjęli cierpienie. Pozwolę sobie zamieścić niektóre wypowiedzi:
„Miałam dwie operacje szczeki, kilkakrotnie operowano mi nogę. Rok spędziłam w szpitalu na rehabilitacji. Zmieniłam się. Nie myślałam już o tym, dlaczego ja zostałam tak tragicznie doświadczona. Zrozumiałam, że muszę o wszystkim zapomnieć, o tym,, że byłam "miss', że byłam modelką, że uwielbiałam taniec towarzyski, zabawy, szaleństwa. Kiedy byłam w Centrum Rehabilitacji w Konstancinie spotkałam ludzi bardziej pokrzywdzonych niż ja.
Przychodziłam do nich, opierając się na kulach. Potrafiłam z nimi rozmawiać godzinami. Mówiłam, że warto żyć, nie wolno się załamywać, że każdy człowiek ma coś do spełnienia w życiu. Wiem, że nie jest ważne to, jak człowiek wygląda, tylko kim jest. Nauczyłam się pomagać innym i chcę nadal pomagać dźwigać krzyż samemu Chrystusowi".
"Jestem po czterech zawałach, przeszłam przez śmierć kliniczną i transplantację serca, dużo cierpiałam i za to dziękuję Bogu. Całkowicie się zmieniłam, cierpienie nauczyło mnie pokory! Teraz inaczej patrzę na życie, na dobra materialne i na drugiego człowieka".
"Cierpienie, które przyjęłam, przyniosło mi pełną wiarę w istnienie Boga. Dziwne stwierdzenie u katoliczki, ale myślę, że wielu katolików ma czasami wątpliwości, czy On jest naprawdę. Takie pytanie czasami zadawałam sobie i ja, ale teraz wiem, że Bóg czuwa nad nami. Bo tylko On mógł ocalić mi życie i pozwolić nadal cieszyć się rodziną. Cierpienie i ból pozwalają nam również poznać naszych prawdziwych przyjaciół. Wszystkie nasze przeżycia związane z bólem, cierpieniem, powodują przewartościowanie tego, co dla nas najcenniejsze. Wtedy możemy tak naprawdę uzmysłowić sobie, że największym skarbem jest życie, zdrowie, nasza rodzina, przyjaciele. Wszystko inne to tylko dodatek do tego piękna".
"Jestem po dwóch operacjach kręgosłupa i po wypadku samochodowym. Co mi dało cierpienie? Po pierwsze radość z każdego przeżytego dnia, chociaż byłby on najtrudniejszy i najsmutniejszy. Teraz wiem, że wszystko ma jakiś cel, sens; zresztą nawet nie potrafię tego wypowiedzieć. Dziś cieszy mnie nawet to, że drzewo jest zielone, że żyję i czuję deszcz i słońce. Teraz nie potrzebuję dużo, już nie liczy się pieniądz, ani jakiś luksus, ale ludzie, którzy są i byli przy mnie. Obecność człowieka, to prawdziwy luksus!"
"Mój stan zdrowia ciągle się pogarszał, musiałam zdecydować się na operację. Trzy tygodnie czekałam, przeżywając prawdziwy koszmar. Obraziłam się na Pana Boga, pytałam: dlaczego właśnie mnie to spotkało? Codziennie na Oddział przychodził ksiądz kapelan z Panem Jezusem. Odważyłam się i poprosiłam o Spowiedź. Uciszyłam się, przestałam się buntować, całkowicie oddałam się pod opiekę Bogu i Jego Matce. Leżąc tu, w szpitalu, poznałam wspaniałych ludzi, którzy pomogli mi przetrwać te ciężkie chwile. Odkryłam sens cierpienia, zrozumiałam, że cierpienie naprawdę czemuś służy. Cieszę się teraz każdą przeżytą chwilą, przede wszystkim raduję się, że znowu zbliżyłam się do Boga i do swojej rodziny. Teraz wiem, że w życiu nie liczy się bogactwo, wartości materialne, ale miłość i przyjaźń".
"Jestem chora od trzydziestu lat. Nigdy nie miałam żalu do Pana Boga, ani też nie pytałam, dlaczego? Coraz goręcej modliłam się do Matki Bożej, bym umiała owocnie cierpieć. Im więcej się modliłam, tym większe miałam zaufanie do lekarzy i mogłam poddać się kolejnej operacji. Dziś wiem, że moja wiara w Najświętszy Autorytet zwyciężyła. Jutro wracam do domu, czuję się dobrze. Dziękuję Bogu i modlę się za tych, którzy nie chcą przyjąć cierpienia, aby zrozumieli jaka wielka ma ono wartość".
Każde cierpienie jest komuś potrzebne. Przez cierpienie Bóg zbawia człowieka. To my dajemy te kropelkę potu i kropelkę cierpień naszych, aby cały świat został zbawiony, aby wszyscy doszli do Królestwa Bożego. Jezus Chrystus nadaje sens naszemu zmaganiu z bólem. A także perspektywę nieskończoności w prawdzie o zmartwychwstaniu.
|