|
W życiu każdego niepełnosprawnego w pewnej chwili pojawia się pytanie, które bez przesady można nazwać pytaniem egzystencjalnym. Człowiek dostrzega swoją inność, swoje fizyczne ograniczenie i pyta: "Dlaczego mnie to spotkało? Jaki sens ma cierpienie w moim życiu? Jaki sens ma cierpienie człowieka niepełnosprawnego?" Chciałabym się w tym miejscu podzielić przeżyciami związanymi z akceptacją mojej ślepoty. Mam nadzieję, że być może w ten sposób pomogę komuś w jego zmaganiu się z dręczącymi pytaniami. W swoich doświadczeniach widzę wyraźnie działanie Boga, a zatem ta wypowiedź będzie także oddaniem Panu należnej Mu chwały.
Moje kłopoty ze wzrokiem rozpoczęły się w 1987 roku w przebiegu SM i to dopiero po 17 latach chorowania na SM. Szybka interwencja u lekarza była możliwa, ale był to już zanik nerwu wzrokowego i nastąpiła całkowita obuoczna ślepota i musiałam przerwać pracę. I to po raz kolejny uświadomiło mi moją niepełnosprawność. Nie załamałem się tym jednak. Po rehabilitacji w PZN mogłam poświęcić się chorym. Na przekór swoim słabościom, a może po to, aby pokazać innym, że coś jeszcze potrafię, postanowiłam założyć stowarzyszenie SM.
Wtedy to z dużą natarczywością zaczęły pojawiać się wyżej wspomniane pytania o sens cierpienia. Jako człowiek wierzący kierowałam je do Pana. "Dlaczego akurat na mnie dopuściłeś, Panie, to nieszczęście? Skoro jesteś naszym kochającym Ojcem, jak pogodzić moje cierpienia z Twoją miłością? A może jest to kara za moje grzechy?"
Ja pytałam, a Pan mi odpowiedział. Zaczęłam głębiej interesować się sensem ludzkiego cierpienia. Wiele wyjaśnił mi List Jana Pawła II do Chorych "Salvifici Doloris". Właściwą i najpełniejszą odpowiedź na moje wątpliwości dał mi Pan w trakcie pisania pracy habilitacyjnej. Nie był to daremny trud i dziś widzę, że tą drogą prowadził mnie Bóg do rozwiązania moich problemów.
W trakcie uważnej lektury Pisma św. Pan przekonał mnie, że moja ślepota nie jest karą za grzechy, lecz realizacją przez Boga jakiegoś nieznanego mi lecz wspaniałego planu dotyczącego mego życia. Przecież o niewidomym z Jerycha Jezus powiedział: "Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże" (J 9,3) Uwierzyłam i ja, że chociaż tego nie rozumiem, Bóg chce mego dobra i w sobie tylko znany sposób przez moją ślepotę chce mi dać coś naprawdę wspaniałego. Zaskakujące i radosne rozwinięcie tej biblijnej myśli znalazłam w pismach Matki Czackiej. Rozumiała ona ślepotę jako szczególny dar i swojego rodzaju powołanie przez Boga. W jej pismach czytamy: "W obecnych czasach spodobało się Panu Jezusowi spojrzeć na niewidomych i przez szczególną łaskę powołać ich do wzięcia udziału w wielkim dziele odkupienia." Czyż to nie wspaniałe? Sądziłam, że jestem przez Boga ukarana za jakieś nieznane mi grzechy, a okazało się, że jestem obdarowana i powołana, choć czasami ten dar jest szczególnie bolesny i powołanie wydaje się ponad siły człowieka. Tak więc Bóg sam dał odpowiedź na moje pytania, a przez to samo nadał memu życiu nowy sens. Chwała Mu za to.
Mój stan zdrowia się pogarsza i ciało słabnie zarówno spowodowane SM - em jak tez chorobą nowotworową To wszystko mnie jednak nie załamuje, gdyż już wiem, że daje mi to Pan dla mego dobra. Jasne, że wspomniane natarczywe pytania nieraz wracają, lecz wtedy nie muszę na nowo szukać na nie odpowiedzi. Wystarczy chwila modlitwy i medytacji nad wspomnianymi fragmentami Pisma św. lub przypomnienie sobie słów Założycielki Lasek, aby ponownie osiągnąć wewnętrzny spokój.
|